Święty Mikołaj też dba o kondycję

Zaczynając, nie mieliśmy pojęcia ani o księgowości, ani o prawie. Można śmiało rzec, że jako młodzi przedsiębiorcy byliśmy prowadzeni za rękę przez tych bardziej doświadczonych. Nie baliśmy się wspomagać fachowcami w dziedzinach, na których się nie znaliśmy.

Jordan Ogorzelski, Calisthenics Academy

Fot. Elwira Kaźmierczak

 

Sobota przed Mikołajkami. Gwar, mnóstwo rodziców z dziećmi. Wszyscy w dobrych humorach, na boso czekają na dalsze wskazówki. Nie, to nie żadna z sal zabaw, ani nawet park trampolin. Tu się ćwiczy – dla zdrowia! Wchodząc na salę Calisthenics Academy, wiedziałam czego się spodziewać. Miałam już okazję brać udział w zajęciach z Jordanem. Znam schemat treningu i to uczucie: „już to kiedyś robiłam…”

Bo faktycznie robiłam. W dzieciństwie, na lekcjach wuefu! Nie wiem jak oni tego dokonali, ale już ponad 5000 osób spróbowało ćwiczeń w Calisthenics Academy – w ciągu zaledwie pięciu lat. Ćwiczeń łudząco przypominających te ze szkoły. Dokładnie te, do których od lat tak ciężko namówić uczniów w Polsce, przez co z kondycją dzieci i młodzieży jest krucho… Niektórzy zaczynają swoje treningi już o 6.40. Trzy razy w tygodniu! Co jeszcze bardziej imponujące, w Calisthenics Academy ćwiczą nie tylko dorośli, zdający sobie sprawę z tego, jak ważny jest regularny ruch i dbanie o kondycję, ale też mnóstwo młodych ludzi. Począwszy od kilkulatków, przez wielu nastolatków, którzy pod okiem trenerów przechodzą prawdziwe metamorfozy – dzięki kalistenice.

KALISTENIKA DLA KAŻDEGO?

Czym ona właściwie jest? To ćwiczenia z wykorzystaniem własnej masy ciała – przysiady, pompki, brzuszki, podciągnięcia, pajacyki – wszystko co poprawia naszą kordynację ruchową. Treningi trwają 70 minut. Zaczynają się od rozgrzewki przygotowującej ciało do dalszego wysiłku. Następnie jest trening tułowia, mięśni grzbietu i brzucha oraz rozciąganie górnej i dolnej części ciała. I dopiero trening główny.

– I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od ćwiczeń trzech kolegów na bramce na boisku szkolnym i młodzieńczej wizji – wspomina Jordan Ogorzelski, jeden z założycieli bydgoskiej szkoły kalisteniki.

– Startowaliśmy w trzech. Zafascynowani kalisteniką, chcieliśmy się realizować, robić to, co czuliśmy i wyjść naprzeciw potrzebom innych ludzi w tym zakresie. To była moja pierwsza praca, zaraz po maturze. Miałem wtedy 19 lat i zerowe pojęcie o interesach. Jestem pewien, że żaden nas nie wiedział wówczas nawet co oznacza pojęcie „model biznesowy”. Nie mieliśmy takowego. Ani żadnej strategii. Wszystko wypracowaliśmy z czasem, metodą prób i błędów. A tych była cała masa na początku – dodaje Jordan.

OD STARTUPU DO SUKCESU

Ten bydgoski startup, jak sporo innych, zaczynał w inkubatorach przedsiębiorczości. Wiele z nich to zamki na piasku, które rozmywają się przy pierwszych falach, nie mówiąc już o sztormie. Z Calisthenics Academy tak się nie stało. W ciągu pięciu lat przeistoczyli się w największą organizacją kalisteniczną w kraju.

– Mamy obecnie ponad 500 zadowolonych, regularnie ćwiczących klubowiczów, trzy sale i sporo energii do dalszego działania. Ekspansja na inne miasta? Czemu nie! Kiedy będziemy gotowi, by wyjść z naszą marką do Torunia, Gdańska czy Poznania, na pewno to zrobimy – mówi Jordan.

Jak się promują? Głównie poprzez media społecznościowe. Jordan odnosi spore sukcesy w kalistenice, jeździ na zawody, prowadzi bloga. Pomysł był pionierski na naszym rynku, ale kluczem do sukcesu okazała się też atmosfera na treningach. Zawsze na luzie, zawsze z uśmiechem i pozytywnym nastawieniem trenerów. Ćwicząc w Calisthenics Academy nie poczujesz, że jesteś w tyle za grupą. Że jesteś słaby lub gorszy z jakiegoś powodu. To też nie zajęcia niczym wybieg modowy – jak w niejednym miejscu zajmującym się aktywnością fizyczną. Tutaj nikt nie zwraca uwagi jaką ubrałeś bluzę czy buty. Zresztą większość klubowiczów ćwiczy na boso.

– Zaczynając, nie mieliśmy pojęcia ani o księgowości, ani o prawie. Można śmiało rzec, że jako młodzi przedsiębiorcy byliśmy prowadzeni za rękę przez tych bardziej doświadczonych. Nie baliśmy się wspomagać fachowcami w dziedzinach, na których się nie znaliśmy – wspomina Jordan.

To była moja pierwsza praca, zaraz po maturze. Miałem wtedy 19 lat i zerowe pojęcie o interesach. Jestem pewien, że żaden nas nie wiedział wówczas nawet co oznacza pojęcie „model biznesowy”. Nie mieliśmy takowego. Ani żadnej strategii. Wszystko wypracowaliśmy z czasem…

 

Jordan Ogorzelski, Calisthenics Academy

POUCZAJĄCE „WPADKI”

Z zabawnych „wpadek” biznesowych Jordan wymienia zaplanowanie otwarcia jednej z sal w majówkę i w dodatku w czasie trwania matur… Strzał w kolano, ale wiele ich nauczył. Jak inne sytuacje.

– Kiedyś myślałem, że mój punkt widzenia wystarczy. Nie badałem rynku, nie gromadziłem danych i nie analizowałem ich. W związku z tym, także decyzji nie podejmowałem na tej podstawie. Przykładem jest chociażby komiczne otwarcie sali w majówkę… Dziś jestem o to mądrzejszy. Wiem też jak ważne jest zaufanie w biznesie, dobra znajomość wspólnika i przede wszystkim rozmowa, bo mam z sobą walkę w sądzie o prawo do własnej marki. W biznesie uczysz się cały czas. Nie ma tu nic pewnego. Ale jak widać na naszym przykładzie, warto próbować – mówi Jordan.

Fot. Elwira Kaźmierczak

Na zdjęciu jeden z trenerów Calisthenics Academy w trakcie mikołajkowego pokazu kalisteniki dla dzieci

 

Udostępnij lub zapisz ten post

Leave a Reply