O promowaniu marki nie można zapominać

Uczyłem się klienta przez ponad dwadzieścia lat i wiem, jak ważny w posiadaniu salonu fryzjerskiego jest wymiar biznesowy. Poza samą usługą, trzeba dbać o wartości dodane, pracować nad wizerunkiem, starać się, by ciągle był progres…

Jacek Rybacki, Rybacki Professional Hair

Fot. Szymon Niemczewski

Pięknie doświetlona przestrzeń przy Mostowej nie pozostawia złudzeń – to miejsce przemyślano w najdrobniejszych szczegółach. Aż 140 metrów kwadratowych i 13 stanowisk fryzjerskich. Przy każdym haczyk na torebkę.

– Nie zawsze tak to wyglądało. Kiedyś klientki głowiły się, gdzie te torebki odstawiać – mówi Jacek Rybacki, właściciel bydgoskiego salonu Rybacki Professional Hair.

Z uśmiechem opowiada o swojej pierwszej własnej „miejscówce” na Miedzyniu – o maleńkim metrażu, zapisywaniu terminów do zeszytu, wiecznie mokrych ręcznikach wielokrotnego użytku i odprowadzaniu pań z nałożonym kolorem na krzesełko w poczekalni. Dziś takie standardy są nie do pomyślenia.

– Pamiętam nawet czasy, gdy włosy myło się klientce nachylonej nad zlewem – wspomina. – Wiele się zmieniło w naszej branży, odkąd zacząłem swoją pracę zawodową – dodaje.

MARZENIE Z DZIECIŃSTWA

Fryzjerem chciał zostać od zawsze, choć ani rodzice, ani dziadkowie nie mieli z tym fachem nic wspólnego. Jako dziecko uwielbiał czesać koleżanki.

– Kiedyś, sprzątając w piwnicy, znalazłem wpis w zeszycie z czwartej klasy szkoły podstawowej, właśnie o tym, że chcę zostać fryzjerem. Żałuję, że go nie zachowałem – wspomina.

Mało brakowało, a wcale nie spełniłby tego marzenia.  W czasach, gdy miał zacząć szkołę średnią, ciężko było o praktykę fryzjerską.

– Za namową mamy złożyłem papiery do technikum poligraficznego. Na szczęście w porę zdążyłem je wycofać, bo akurat na Nakielskiej otwarto szkołę fryzjerstwa. Tam zaczynałem. Uważam siebie za ogromnego szczęściarza, bo praktyki też udało mi się zacząć bez problemu, a zaraz po szkole dostałem pracę. Przez ponad cztery lata pracowałem u pani Joli Zaremby, gdzie szlifowałem fach – opowiada.

Swój pierwszy zakład otworzył w 1999 roku, z koleżanką. Spontanicznie, na ogromnym luzie, co okazało się niezbyt biznesowym podejściem.

MŁODOŚĆ RZĄDZI SIĘ SWOIMI PRAWAMI

– Jak człowiek jest taki młody, to jeszcze sobie nie zdaje sprawy z pewnych rzeczy. Pamiętam, że wyjechałem nad morze, na majówkę, a zaraz po niej miało być otwarcie. Myślałem, że jednego dnia zdążymy położyć wykładziny, pomalować ściany, ustawić myjkę i kosmetyki. Klientki były już poumawiane – wspomina.

Efekt był taki, że jeszcze przez trzy dni po majówce, razem ze wspólniczką i pracownikami remontowali salon.

– Brudni od farby odmawialiśmy kolejnym klientkom, które się pojawiały. Z perspektywy czasu to śmieszne, ale wtedy było to bardzo nieprofesjonalne – mówi Rybacki.

Nie pracował tam długo. Szybko zrozumiał, że jest indywidualistą i chce przejść „na swoje”.

– Otworzyłem salon po drugiej strony ulicy i nazwałem go „FIGARO”, do dziś z uśmiechem wspominam ten zielony napis. Potem migrowałem jeszcze nie raz, z Miedzynia do centrum, z centrum na Szwederowo i finalnie na Mostową, niecałe trzy lata temu.

Tutaj wita mnie recepcjonistka, pokazuje gdzie odwiesić płaszcz, od razu zaprasza do stołu, proponuje kawę lub herbatę.

CIERPLIWOŚĆ TRZEBA SOBIE WYPRACOWAĆ

– Uczyłem się klienta przez ponad dwadzieścia lat i wiem, jak ważny w posiadaniu salonu fryzjerskiego jest wymiar biznesowy. Poza samą usługą, trzeba dbać o wartości dodane, pracować nad wizerunkiem, starać się, by ciągle był progres…

Sam nieustannie się szkolę, ale pilnuję też by zespół był dobrze wyedukowany. Razem dbamy, aby salon był przyjazny klientom, ale też aby nas było widać poza nim – wspieramy różne akcje, współpracujemy z lokalnymi firmami, m.in. projektantami, dla których czeszemy modelki na pokazy czy teatrem Adria, w którym przygotowujemy aktorów do spektakli.
O promowaniu marki nie można zapominać. Gdyby tak było, Coca Cola mając taką pozycję, od dawna by się nie reklamowała, a jednak to robi. Młodym, zaczynającym w biznesie radzę też pracować nad cierpliwością, bo z cechą tą jest dziś problem. Przyzwyczailiśmy się, że wszystko mamy na wyciągnięcie ręki, szybko, łatwo…. A w pracy zawodowej to tak nie wygląda. Do wszystkiego trzeba dojść samemu i właśnie tę cierpliwość na tej drodze sobie wypracować – dodaje Jacek Rybacki.

Fot. Szymon Niemczewski

Udostępnij lub zapisz ten post

Leave a Reply